poniedziałek, 27 maja 2019

Tłumaczenie: Diodato 'Adesso'


Z tegorocznych sanremowych piosenek jakoś nic mi nie wpadło do ucha, za to wciąż chętnie słucham zeszłorocznych. To wtedy odkryłam też Diodato, którego piosenka (w jedynie słusznej wersji z trąbką Roya Paci) idealnie oddaje moją filozofię życiową carpe diem, którą to najpełniej udało mi się realizować na południu Italii. Gdzie żyje się właśnie naprawdę: 'tu i teraz', bez nadmiernej pogoni za nie-wiadomo-czym i bardziej wśród ludzi niż techniki. Ponieważ zaś ta piękna piosenka nie doczekała się dotąd polskiego tłumaczenia - a tekst jest tu kluczowy - postanowiłam je zrobić.


Mówisz, że powrócimy do patrzenia w niebo,
Podniesiemy głowy znad komórek,
Dopóki oczy dadzą radę patrzeć,
Gapienie się na księżyc ci wystarczy.

I mówisz, że powrócimy do prawdziwych rozmów,
Gdzie niepotrzebna jest klawiatura.
I spacerowania godzinami po ulicach,
Aż do ukrycia się w mroku wieczoru.

I mówisz, że nigdy nie zaakceptujemy starzenia się,
Przymusowej zmiany planów i perspektyw
I tej pogoni przez całe życie
Za tchórzliwym cieniem alternatyw.

I mówisz, że wcześniej czy później znajdziemy odwagę,
Aby żyć tak naprawdę,
Bez gonienia za kolejnymi złudzeniami.
Zrozumieć, że 'teraz' to wszystko, co dostaniemy
Zrozumieć, że 'teraz' to wszystko, co dostaniemy
Zrozumieć, że 'teraz' to wszystko, co dostaniemy

Mówisz, że powrócimy znów do uczuć,
Emocji chwytających nas za gardło,
Kiedy stajesz się częścią historii,
Dopóki zachowamy je w pamięci.

I mówisz, że wcześniej czy później znajdziemy odwagę,
Aby żyć tak naprawdę,
Bez gonienia za kolejnymi złudzeniami.
Zrozumieć, że 'teraz' to wszystko, co dostaniemy
Zrozumieć, że 'teraz' to wszystko, co dostaniemy
Zrozumieć, że 'teraz' to wszystko, co dostaniemy

I ty, uosobienie tej odwagi,
Odmowy przyznania kiedykolwiek że,
Odmowy zrozumienia że,
'teraz' to wszystko, co dostaniemy,
'teraz' to wszystko, co dostaniemy.
Zrozumieć, że 'teraz' to wszystko, co dostaniemy,
'teraz' to wszystko, co dostaniemy.

Mówisz, że powrócimy do patrzenia w niebo...



sobota, 11 maja 2019

Luciano Pavarotti "Historia mego życia"

Jeden z najwybitniejszych tenorów wszech czasów. Nazwisko, które znają wszyscy. Czy jednak oznacza to faktyczną wiedzę o Pavarottim jako artyście i człowieku? Niniejsze wspomnienia udowadniają, że niekoniecznie. 
Po kim z rodziny otrzymał imię? Gdzie dokładnie we Włoszech się wychował i jak wspomina wojnę? Czym pasjonował się jako mały chłopiec? Na czym zarobił pierwsze dobre pieniądze? (w obu przypadkach nie chodzi o muzykę:D) Jaka opera utorowała mu drogę do kariery i dlaczego najpierw wystąpił w londyńskim Covent Garden i w Moskwie, a dopiero potem zadebiutował na deskach rodzimej La Scali? Jak pracuje nad swoim głosem (tu przy okazji możemy dowiedzieć się też, dlaczego niemowlę jest w stanie przepłakać całą noc i się nie zmęczyć:D) Co decyduje o tym, iż przyjmuje daną rolę operową? Dlaczego śpiewa z białą chusteczką? Gdzie jeździ na włoskie wakacje? Czego, mimo całego przywiązania do swego kraju, nie lubi we Włoszech?  I można by tak mnożyć i mnożyć...
Młody Pavarotti z rodziną
Napisana oryginalnie po angielsku "Historia.."  ma interesującą konstrukcję, ponieważ wspomnienia samego Luciano są przeplatane wspomnieniami innych, bliskich mu osób - przyjaciół czy współpracowników. Ten przymusowy w sumie zabieg (Pavarotti w pewnym momencie uznał, iż książka pisana tylko z jego perspektywy będzie składać się prawie  wyłącznie z negatywów na temat jego osoby:D) daje naprawdę ciekawy kontrapunkt. Faktycznie o ile np. z relacji Luciano można by wnioskować, że owszem śpiewać lubił, ale nigdy się do tego należycie nie przykładał, o tyle ze wspomnień jego nauczyciela śpiewu czy scenicznych partnerów wynika coś zupełnie innego ;) Co wyłania się natomiast bezsprzecznie z całości lektury to portret Pavarottiego jako niezwykle ciepłego i otwartego na ludzi człowieka. Zawsze znajdującego czas, aby porozmawiać czy pomóc (np młodym adeptom opery). Kochającego rodzinę, swoją 'małą ojczyznę', spokojne życie, biesiady w gronie najbliższych, no i oczywiście 'wino, kobiety i śpiew'. Jednym słowem tradycyjnego Włocha :D  I tylko smutno, iż czytając o jego planach na spokojną emeryturę na wsi, w rodzinnych stronach (wspomnienia kończą się w początkach lat 90.), czytelnik już wie, że Luciano nie dane było zrealizować tego marzenia (tenor zmarł w wieku 71 lat na raka trzustki).  A czytając jego wzmianki o Adui (wyłaniającej się z tego opisu nie tylko jako żona, ale i wspierająca przyjaciółka, i partner w interesach) trudno jednak zrozumieć, jak jakiś czas później mógł ją zostawić dla o 35 lat młodszej asystentki.

Luciano z Aduą

Na końcu książki, w charakterze aneksu, znaleźć można również spis pierwszych ról Pavarottiego oraz jego koncertów. Z dzisiejszej perspektywy, gdy takie zestawienia bez problemu można znaleźć choćby na Wikipedii, wolałabym żeby zamiast tego znalazło się w niej więcej archiwalnych zdjęć (jest tylko jedna wkładka z kilkunastoma, czyli niewiele).
Niemniej książkę oczywiście polecam - wszystkim fanom Włoch, opery i nie tylko ;)

A na koniec mała wisienka na torcie. Cudowne archiwalne nagranie młodziutkiego Luciano śpiewającego arię Che gelida manina (to jedna z tych najważniejszych dla jego początków) właśnie we wspominanej na początku notki Moskwie:


Uroczy, prawda?